~Niall~
Siedziałem w salonie z moją kuzynka. Po spotkaniu które chłopcy ustalili nie chciałem gadać z nimi, więc zadzwoniłem do Rose. Gadałem z nią i zadzwonił mój telefon.- Wybacz. Znowu ktoś dzwoni- spojrzałem na ekran. Nie znałem numeru ale odebrałem.- Halo?
- Dzień Dobry. Tutaj doktor Flynn. Mam przyjemność z panem Horanem?
- Tak. O co chodzi?
- Pana żona jest w szpitalu.
- No jak ma jakieś badania to dobrze. Rozwodzimy się więc nie do mnie z tym tematem.
- Ale ona jest w głębokiej śpiączce. Jeśli nie pojawi się Pan do jutra to dziecko pójdzie do domu dziecka. Jej mama też tutaj jest ale nie jest prawnym opiekunem więc nie ma do dziecka praw.
- Co? Niech Pan nie powtarza. Gdzie ten szpital?- dowiedziałem się wszystkiego co mi potrzebne i pojechałem a Rose razem ze mną. Gdybym z nią tylko pogadał... Nic by się nie stało... Ale ze mnie idiota! Dojechaliśmy na miejsce. Od razu zobaczyłem jej mamę jak się bawi z Alanem. Podbiegłem do rejestracji.
- Moja żona trafiła tu do szpitala.
- Jak się nazywa?
- Amber Horan.
- Jest na sali ale nie może Pan jak na razie wejść. Doktor zaraz wyjdzie, a tymczasem proszę poczekać.- uśmiechnęła się a ja usiadłem obok jej mamy.
- Niall na miłość boską gdzieś ty był! To ona walczy o życie a ty się z kimś prowadzisz!
- Proszę tutaj nie krzyczeć. To moja kuzynka- zabrałem Alana na ręce.- nie moja wina... co się tak właściwie stało?
- Jeszcze mi nie powiedzieli- powiedziała głaskając swojego wnuka. Spojrzałem na małego. Niemożliwe że nie jest moim synem... przecież jest taki podobny. Przytuliłem go bardziej i czekałem. Kiedy doktor wyszedł chciałem wstać, ale Alan zasnął więc nie mogłem.
- Proszę siedzieć. Powiem tak. Pana żona a Pani córka została potrącona przez samochód. Trafił się taki kierowca ze od razu zadzwonił po pogotowie i składa już zeznania. Była zamyślona i wchodząc na jezdnię nie rozglądała się.
- I co z nią teraz?
- Jej stan jest bardzo zły. Ma połamane żebra, lewa nogę i rękę. A w dodatku jest w śpiączce więc nawet nie wiadomo czy z tego wyjdzie.- spojrzałem na jej mamę, a potem znowu na doktora. Co? Może z tego nie wyjść? Lekarz musiał iść, a ja siedząc na stołku przetarłem twarz dłońmi. Nie wiedziałem co robić. Przecież to matka mojego dziecka!
*Dwa tygodnie później, Niall POV*
Amber nadal jest w śpiączce, żaden z lekarzy, który ją badał nie może na 100% powiedzieć nam, że kiedykolwiek się wybudzi. Dziś jest kolejna rozprawa o rozwód, ale już nie patrzę na to z taką zawziętością. Kocham ją i chcę żeby się wybudziła, nie chcę już tego rozwodu, chcę wszystko naprawić, ale zrozumiałem to dopiero teraz, kiedy jest podejrzenie, że mogę stracić ją na zawsze. Czemu? Ubrałem się elegancko do sądu, na szczęście Rose pomaga mi przy Alanie, często zabiera swojego syna i mojego na spacery tak, żebym ja mógł odpocząć. Pojechaliśmy razem do sądu. Bałem się tego co tam będzie, a najgorsze, że nie zobaczę tam jej, żebym mógł jej powiedzieć co czuję, że chcę zacząć od początku.
Kiedy dojechaliśmy na rozprawę sędzia od razu zaczął.
- Dostałem powiadomienie że Pani Amber jest w szpitalu i nie może tutaj być dlatego sprawa do tego czasu zostanie wstrzymana.
Wstał i wyszedł. I to tyle? To po co tu jechaliśmy? Wyszedłem z sądu. Zadzwoniłem do Rose.
- Tak... Tak już się skończyła. Gdzie jesteście? Przyjadę do Was. Okay czekajcie tam.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do parku gdzie Rose zabrała dzieciaki.
- Co tak szybko?
Spytała kiedy już jechaliśmy do domu.
- Sędzia dowiedział się że Amber jest w szpitalu, w śpiączce i powiedział ze do tego czasu wstrzymuje rozprawę.
- Nie mogli ci wysłać jakiegoś listu?
- Widocznie nie. Zawiozę Was i pojadę do szpitala ok?
- Jasne, a my w tym czasie zrobimy ci obiad.
Uśmiechnęła się. W duchu dziękowałem że mam taką rodzinę.
Kiedy dojechaliśmy ja się szybko przebrałem i żegnając małego wyszedłem. W szpitalu była także jej mama.
- Dzień dobry.
- Witaj Niall..
- I jak?
- Dalej nic... Nikt nie daje jej szans.
Przewróciłem oczami. Wiedziałem, ze ona musi dać radę! Nie może być inaczej.
- Proszę być dobrej myśli, Amber jest silna, da radę.
- Mamo!- usłyszałem jak siostra Amber woła ich mamę, a potem od nas podbiega- Cześć Niall. Mamo i co z nią?
Nie chciałem tego słuchać, poszedłem po wodę. Kiedy siedziałem podeszła do mnie pielęgniarka.
- Pan Niall Horan?
- Tak.
- Doktor prosi pana do gabinetu- wstałem i poszedłem do gabinetu. Dobrze wiedziałem gdzie on jest.
- Dzień dobry. Proszę usiąść- powiedział podając mi dłoń.
- O co chodzi?
- Mam dla pana dwie wiadomości, jedna jest zła, a druga dobra.
- Proszę mówić. Gorzej i tak już być nie może.
- Zła jest taka, że nawet najlepsi specjaliści nie dają pana żonie dużych szans na wybudzenie się, a dobra to taka, że Pani Amber wczoraj późnej nocy poruszyła palcami prawej ręki.
- To znaczy, że szansa jest?
- Tak, ale niech pan sobie nie robi dużych nadziei.- kiwnąłem głową na zrozumienie i poszedłem na salę, gdzie Amber leżała.
- Proszę cię obudź się, wiem, wszystko schrzaniłem, rozwaliłem naszą rodzinę, słuchałem dziennikarzy zamiast swojej własnej żony, strasznie cię za to przepraszam. Głupio, że musiało dojść do czegoś takiego żebym zrozumiał, że cię kocham i nie chcę cię stracić- złapałem jej zdrową rękę- Nie chcę żebyś odchodziła, chcę żebyśmy razem wychowywali nasze dziecko, proszę nie odchodź ode mnie.- pocałowałem ją w wierch dłoni. Siedziałem z nią jeszcze dwie godziny i mówiłem do niej. Miałem nadzieję, że mnie słyszy, chociaż dobrze wiedziałem, że tak nie jest. Potem już lekarz wygonił mnie do domu.
- Wróciłem!
- i jak?- z kuchni wyłoniła się Rose.
- Bez zmian- rzuciłem kurtką na kanapę, a potem sam na niej usiadłem. Przyniosła mi Alana.
- Obiad zaraz będzie, a tymczasem pobaw się z nimi.- uśmiechnęła się, a zza jej nóg wyszedł jej syn. On miał już 3 latka, więc umiał chodzić i dużo mówił, ale jeszcze nie wszystko.
- Chodź tutaj Ivan- poklepałem miejsce obok siebie, zaczął wspinać się po kanapie, a ja się zaśmiałem. Chcę, żeby Amber widziała jak nasz syn tak robi i dorasta... Bawiłem się z nimi przez 20 minut, a potem Rose nas zawołała. Zabrałem ich, Alana wsadziłem do chodzika, a Ivan usiadł z nami.
*trzy tygodnie później*
Jak codziennie chciałem dzisiaj jechać do szpitala, ale Rose nie miała czasu, więc musiałem zabrać Alana ze sobą. Z samego rana zrobiłem nam śniadanie, ale nie dane było mi skończyć, bo mały zaczął płakać. Przebrałem go i wziąłem na dół, oboje zjedliśmy, ja swoje i on swoje, a potem zabrałem się za swój wygląd. Kiedy już wychodziliśmy zadzwonił mój telefon i wszystko znowu musiałem odkładać.
- Halo?
- Niall?
- Zayn co ty chcesz ode mnie?
- Musisz przyjechać do firmy.
- Przecież mam wolne.
- Wiem, ale to ważne.
- Będę za 15 minut.
Rozłączyłem się i poszedłem do auta. Nie mogłem Alana zostawić samego, więc to oczywiste, że wziąłem go ze sobą. Kiedy dojechałem zostawiłem go w swoim gabinecie, bo na szczęście spał.
- Co jest?
- Mamy sadek procentowy na twoim dziale.
- Mnie przecież nie było! Matt miał tego dopilnować.
- I widocznie tego nie zrobił. Masz z nim pogadać, bo firma na tym traci.
- Jasne.- poszedłem na swój dział.- Matt!- zawołałem go, a on w 3 sekundy był obok.
- Co sie stało szefie?
- Słyszałem, że pieniądze tracimy na naszym dziale. Co się dzieje?
- Nic takiego
- mów.
- Nie chciałem szefa martwić.
Dowiedziałem się wszystkiego i chciało mi się śmiać, ktoś ukradł, znaczy... niby ukradł pieniądze, a okazało się, że Zayn je wziął i nie dopisał. Szef sam się okradł... Wszystko wyjaśniliśmy, a ja potem pojechałem do szpitala. Lekarz pozwolił nam wejść, ale nie mogłem z nią porozmawiać, bo Alan zaczął płakać.
- Niall?- usłyszałem cichy głos.
___________________________________________
Sądzę, że tyle wam wystarczy haha. Wybaczcie, ale uwielbiam trzymać w napięciu. Jak myślicie, czy to Amber się wybudziła? ♥ Jak myślicie co będzie dalej?
Kiedy dojechaliśmy ja się szybko przebrałem i żegnając małego wyszedłem. W szpitalu była także jej mama.
- Dzień dobry.
- Witaj Niall..
- I jak?
- Dalej nic... Nikt nie daje jej szans.
Przewróciłem oczami. Wiedziałem, ze ona musi dać radę! Nie może być inaczej.
- Proszę być dobrej myśli, Amber jest silna, da radę.
- Mamo!- usłyszałem jak siostra Amber woła ich mamę, a potem od nas podbiega- Cześć Niall. Mamo i co z nią?
Nie chciałem tego słuchać, poszedłem po wodę. Kiedy siedziałem podeszła do mnie pielęgniarka.
- Pan Niall Horan?
- Tak.
- Doktor prosi pana do gabinetu- wstałem i poszedłem do gabinetu. Dobrze wiedziałem gdzie on jest.
- Dzień dobry. Proszę usiąść- powiedział podając mi dłoń.
- O co chodzi?
- Mam dla pana dwie wiadomości, jedna jest zła, a druga dobra.
- Proszę mówić. Gorzej i tak już być nie może.
- Zła jest taka, że nawet najlepsi specjaliści nie dają pana żonie dużych szans na wybudzenie się, a dobra to taka, że Pani Amber wczoraj późnej nocy poruszyła palcami prawej ręki.
- To znaczy, że szansa jest?
- Tak, ale niech pan sobie nie robi dużych nadziei.- kiwnąłem głową na zrozumienie i poszedłem na salę, gdzie Amber leżała.
- Proszę cię obudź się, wiem, wszystko schrzaniłem, rozwaliłem naszą rodzinę, słuchałem dziennikarzy zamiast swojej własnej żony, strasznie cię za to przepraszam. Głupio, że musiało dojść do czegoś takiego żebym zrozumiał, że cię kocham i nie chcę cię stracić- złapałem jej zdrową rękę- Nie chcę żebyś odchodziła, chcę żebyśmy razem wychowywali nasze dziecko, proszę nie odchodź ode mnie.- pocałowałem ją w wierch dłoni. Siedziałem z nią jeszcze dwie godziny i mówiłem do niej. Miałem nadzieję, że mnie słyszy, chociaż dobrze wiedziałem, że tak nie jest. Potem już lekarz wygonił mnie do domu.
- Wróciłem!
- i jak?- z kuchni wyłoniła się Rose.
- Bez zmian- rzuciłem kurtką na kanapę, a potem sam na niej usiadłem. Przyniosła mi Alana.
- Obiad zaraz będzie, a tymczasem pobaw się z nimi.- uśmiechnęła się, a zza jej nóg wyszedł jej syn. On miał już 3 latka, więc umiał chodzić i dużo mówił, ale jeszcze nie wszystko.
- Chodź tutaj Ivan- poklepałem miejsce obok siebie, zaczął wspinać się po kanapie, a ja się zaśmiałem. Chcę, żeby Amber widziała jak nasz syn tak robi i dorasta... Bawiłem się z nimi przez 20 minut, a potem Rose nas zawołała. Zabrałem ich, Alana wsadziłem do chodzika, a Ivan usiadł z nami.
*trzy tygodnie później*
Jak codziennie chciałem dzisiaj jechać do szpitala, ale Rose nie miała czasu, więc musiałem zabrać Alana ze sobą. Z samego rana zrobiłem nam śniadanie, ale nie dane było mi skończyć, bo mały zaczął płakać. Przebrałem go i wziąłem na dół, oboje zjedliśmy, ja swoje i on swoje, a potem zabrałem się za swój wygląd. Kiedy już wychodziliśmy zadzwonił mój telefon i wszystko znowu musiałem odkładać.
- Halo?
- Niall?
- Zayn co ty chcesz ode mnie?
- Musisz przyjechać do firmy.
- Przecież mam wolne.
- Wiem, ale to ważne.
- Będę za 15 minut.
Rozłączyłem się i poszedłem do auta. Nie mogłem Alana zostawić samego, więc to oczywiste, że wziąłem go ze sobą. Kiedy dojechałem zostawiłem go w swoim gabinecie, bo na szczęście spał.
- Co jest?
- Mamy sadek procentowy na twoim dziale.
- Mnie przecież nie było! Matt miał tego dopilnować.
- I widocznie tego nie zrobił. Masz z nim pogadać, bo firma na tym traci.
- Jasne.- poszedłem na swój dział.- Matt!- zawołałem go, a on w 3 sekundy był obok.
- Co sie stało szefie?
- Słyszałem, że pieniądze tracimy na naszym dziale. Co się dzieje?
- Nic takiego
- mów.
- Nie chciałem szefa martwić.
Dowiedziałem się wszystkiego i chciało mi się śmiać, ktoś ukradł, znaczy... niby ukradł pieniądze, a okazało się, że Zayn je wziął i nie dopisał. Szef sam się okradł... Wszystko wyjaśniliśmy, a ja potem pojechałem do szpitala. Lekarz pozwolił nam wejść, ale nie mogłem z nią porozmawiać, bo Alan zaczął płakać.
- Niall?- usłyszałem cichy głos.
___________________________________________
Sądzę, że tyle wam wystarczy haha. Wybaczcie, ale uwielbiam trzymać w napięciu. Jak myślicie, czy to Amber się wybudziła? ♥ Jak myślicie co będzie dalej?
Coooo...???! Dlaczego kończysz w takim momencie?? Zabije! :P Rozdział wspaniały, jak zawsze :D Uwielbiam <33333 <333 <3333 Wiecznie mnie czymś zaskakujdesz :o Też chce umieć tak pisać :3 Po raz setny kocham <3333 <33333 <333 <333333 Czekam na next'a z niecierpliwością :3 Błagam dodawaj szybko :*
OdpowiedzUsuń