poniedziałek, 15 czerwca 2015

10.

Teen
To był mój błąd. Do mieszkania wparował Mark i od razu mnie unieruchomił.
- Mark kurwa czego ty jeszcze chcesz?!
- odeszłaś chociaż ci na to nie pozwoliłem. Teraz mi za to zapłacisz
- Nie!- dostałam z liścia. Jego ludzie zaczęli przeszukiwać mieszkanie.- Czego chcesz?
- Masz dla mnie nadal pracować.
- Ale masz dużo dziewczyn.
- Przy tobie były kurwa najlepsze zarobki rozumiesz?!
- Ała!- łzy wypłynęły z moich oczu- zgadzam się. Puść!- puścił moje nadgarstki. Czułam jakby miał zaraz złamać mi rękę. 
- Jutro widzę cię na 23 w klubie- wyszedł ze swoimi ludźmi, a ja zamknęłam się na klucz i zaczęłam płakać. Co ja mam teraz zrobić? Spojrzałam na swoje nadgarstki. Powoli robiły mi się na nich siniaki. Schowałam twarz w dłoniach. Muszę tam iść. On mi nie odpuści... Poszłam na górę. Zastanawiałam się jak rozwiązać mój problem. Może Niall mógłby mi pomóc? Nie! Amber o czym ty myślisz? Nie pójdziesz do niego!~mówiła moja podświadomość. Usłyszałam, ze ktoś otwiera drzwi na dole. Zbiegłam i zobaczyłam mamę, co było raczej oczywiste. 
- Hej córuś. 
- Hej mamo- dałam jej buziaka w policzek i zabrałam zakupy.- Co tam?
- A mam dla ciebie niespodziankę.
- oo. Jaką?- uśmiechnęłam się i wyciągałam zakupy. 
- Załatwiłam ci rozmowę o pracę. 
- Naprawdę?- cholera... Co ja mam robić...- gdzie?
- W tej firmie, w której wczoraj i dzisiaj sprzątałam- próbowałam sobie przypomnieć co wczoraj mama mówiła. Że co kurwa?! Mam pracować u Niall'a?! Chyba nie!
- w tej... co prezesem jest pan Horan?- mówiłam obojętnie.
- Tak właśnie w tej.
- Ah super- mam jej powiedzieć? Nie.. Albo?- mamo bo ja... ja raczej nie chcę tam pracować.
- Co? Skarbie dlaczego?
- Bo ja nie pasuję do takie towarzystwa. Popatrz.. Mam dwa tatuaże, a to pewnie porządna firma. 
- Zawsze możesz spróbować, a tatuaż na nadgarstku i biodrze to nic takiego. Pod koszulą nie będzie ich widać.
- Mamo...
- Chociaż spróbuj.
- Okay...- poddałam sie. Bo niby jak mam ją przekonać? Poszłam dalej sprzątać. Zajęło mi to jeszcze niecałe 2 godziny. Wzięłam potem prysznic i poszłam się przejść. Miałam ochotę stąd uciec. To wszystko mnie przerasta. Byłam.. Byłam zbuntowana, piłam i nic nie robiłam, a teraz? Teraz jestem zakochana, mam załatwianą pracę... Czyli ustatkowanie? Nie! Przecież Mark chcę żebym nadal to robiła... Przecież to moja przeszłość... Nie chcę do niej wracać. Nie po tym co Mark chciał mi zrobić. 
Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam i zobaczyłam, ze jakiś nieznajomy dzwoni. Nie miałam ochoty z nikim gadać, ale to może być coś ważnego.
- Halo?
- Witaj piękna. Mam nadzieję, że pamiętasz o jutrze.
- Byleś u mnie 3 godziny temu. Jak mogłam zapomnieć...- chciało mi się płakać.
- Więc do jutra kochanie- rozłączyłam się. Nie mogłam słuchać tego jak tak do mnie mówi... 


Niestety kolejny dzień minął bardzo szybko i nastał wieczór. Musiałam tam iść. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. Mojej matki nie było i to te szczęście. Dotarłam do klubu i miałam wejść, schodziłam po schodach, ale z wyjścia wyszedł Niall. Boski blondyn z niebieskimi tęczówkami.
- Amber? CO ty tutaj robisz? Chyba nie masz zamiaru nadal tutaj pracować?
- Niall to nie twoja sprawa. Widzę, ze świętujesz brak rodziny. Dobrze ci idzie- uśmiechnęłam sie z ironią i weszłam. Bałam się jak cholera i szczerze chciałabym żeby Niall wszedł za mną i siłą mnie stąd wziął, ale tak nie zrobił. Musiałam zmierzyć się z Markiem. 
- Jestem- powiedziałam stojąc już w jego gabinecie.
- Świetnie. Na co czekasz? Przebieraj się i na scenę- skinęłam głową i poszłam do szatni. Zaczęłam się przebierać. Kiedy wychodziłam przede mną stał Niall.
- Czemu to robisz?
- Niall ja.. muszę- ominęłam go.
- Nie chcesz tego. On cie zmusił?- zapytał patrząc raz na mnie raz na drzwi gabinetu Marka.
- Niall ja....
- to jego sprawka.
- Niall nie jesteś moim bratem, nie musisz mnie bronić. Odpuść sobie okay? To już moje życie.- odeszłam i weszłam na scenę. Poprosiłam jednego z facetów żeby dał mi coś na odwagę. Napiłam się i od razu poszło mi lepiej niż sie tego spodziewałam.

~Niall~
Nie wierzę, ze ona to znowu robi... Nie pamięta co ten dupek od niej chciał? przecież to za wiele! Kocham ją i jej pomogę czy ona tego chce czy nie! Ruszyłem do gabinetu Marka.
- CO ty sobie wyobrażasz? Utrzymuję twój burdel, a ty karzesz jej tu kurwa wracać?!
- Stary ona sama do mnie przyszła. Wczoraj wieczorem oddała mi się i prosiła o powrót.
- Nie! Ona taka nie jest! 
- A jednak. Chyba cię wystawiła co?- spojrzałem na niego i walnąłem go pięścią. 
- Koniec z moimi pieniędzmi! Nie dostaniesz kurwa ani grosza!- przewrócił sie na ziemię, a ja zacząłem go okładać. Nie znosiłem myśli, ze on jej dotknął. Alfons, że ona mu się oddała. Nie mogę znieść myśli, że inni teraz na nią patrzą. Kiedy on już się nie ruszał wyszedłem i ze sceny zabrałem tą dziewczynę. Wyprowadziłem ją na podwórko okrywając ją moją marynarką.
- Niall kurwa odstaw mnie! Słyszysz?! Odpierdol się od mojego życia!- okładała mnie pięściami, ale nie pozwolę jej tam wrócić. Już nigdy więcej.
- Cicho bądź.- postawiłem ją na ziemi
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz? Poszłam tam zarabiać! On mnie inaczej zabije! Zostaw mnie w spokoju. Nie wpierdalaj sie w moje życie kurwa!- chciała odejść, ale ją złapałem i do siebie przyciągnąłem. 
- On ci już nic nie zrobi. Niedługo jego cały ten burdel pójdzie z torbami. Ale obiecaj, że już nigdy tam nie wrócisz.
- Bo co? Bo ty tak chcesz?
- Bo wiem, ze ty tego nie chcesz. Obiecaj, a ja obiecuje, że nie będę się wtrącał.
- Obiecuje, a teraz mnie zostaw i idź się dalej cieszyć.
- Amber ale możemy..
- Nie! Nie możemy nic.- weszła do środka, żeby się przebrać. Obiecałem, ze odejdę więc tak zrobię. Mam przynajmniej świadomość, że już tutaj nie wróci. Wsiadłem do samochodu i odjechałem. Pojechałem na policję. 

~Amber~
Weszłam i się przebrałam. Szybko wróciłam do domu. Miałam dość tego całego życia. Pójdę na tą rozmowę w firmie i nie będę zachowywała sie jak należy. Nie chcę pracować z Niall'em. Nie chce cierpieć bardziej i codziennie. 

Wakacje zaczęły nam się w piątek. Dziś niestety jest wtorek, muszę iść na tą rozmowę. Ubrałam sie jak na rozmowę kwalifikacyjną. Chciałam pokazać ''na co mnie stać'' ale w tym gorszym znaczeniu tych słów. Pojechałam moim luksusowym autem pod ich firmę. Ale jak sie okazało była zamknięta do następnego tygodnia. Zastanawiałam się dlaczego i dlaczego nie odwołali mojego spotkania. Wracając usłyszałam telefon.
- Tak słucham?
- Witam. Malik mówi. Była pani umówiona u nas na rozmowę. Niestety nasza firma musiała zostać zamknięta z powodów, na które nie mam wpływów, ale tylko do przyszłego tygodnia. Byłaby pani skłonna przyjść na rozmowę w następny wtorek?
- Tak. Nie ma problemu. Do zobaczenia- rozłaczyłam się, ale nim zdążyłam odłożyć telefon znowu usłyszałam dzwonek.
- Halo?
- Dzień Dobry. Czy mam przyjemność z panią Amber Miller?
- Tak. To ja. O co chodzi?
- Jestem funkcjonariuszem policji. Dzwonię, ponieważ przetrzymywany chciał sie z panią widzieć.
- Przetrzymywany? Kto taki?
- Nie mogę ujawnić danych przez telefon. Może pani dziś przyjść na widzenie? Ma je pani załatwione.
- Eh.. Oby to było coś ważnego. Kogo mam szukać na komisariacie?
- Pan Delevigne.
- Do zobaczenia.- rozłączyłam się i dodałam gazu. Pod policję dotarłam szybciej niż myślałam. Ciągle sie zastanawiałam kto chce mnie widzieć i dlaczego. 
_______________________________________
Jak myślicie kto będzie na komisariacie? Może mama Amber? Hm... Zastanówcie sie. Kolejny rozdział pojawi się na pewno szybko :) do zobaczenia :*

1 komentarz:

  1. Ja obstawiam Niall'a za pobicie Mark'a (dlatego firma jest zamknięta) albo właśnie ten Mark :P Rozdział cudo jak zwykle, kocham <33333333 Niall tak słodko aww.. :3 Nie mogę się doczekać next'a, błagam szybko dodawaj :* Uwielbiam <3333333

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Lydia Land of Grafic