Nine
Kiedy smętnie jadłam kanapki usłyszałam, ze ktoś otwiera drzwi. Oczywiste było, że to moja mama. Weszła do kuchni.
- Hej kochanie. Jak ci minął wieczór?
- A nudno... Nic ciekawego nie robiłam.- nie miałam zamiaru opowiadać jej tego wszystkiego, bo ona nawet nie wie o klubie...
- U mnie w pracy był natłok. Sama sprzątałam cały biurowiec u jakiś dwóch facetów. Z tego co pamiętam to jeden ma na nazwisko Horan- spojrzałam na nią, ale udawałam, że nie znam.- No nieważne.
- Mamuś skoro miałaś tyle pracy mogłaś do kogoś zadzwonić. Chociażby do mnie.
- To moja praca skarbie. Dałam radę. A teraz wybacz idę wziąć kąpiel i się trochę prześpię.
- Okay. Miłych snów- popiłam kawą kanapkę. Mama dała mi buziaka w policzek i poszła na górę. Ja po zjedzeniu również poszłam do swojego pokoju. Postanowiłam się przebrać i iść zanieść Niall'owi jego ubrania, a potem się już nigdy więcej z nim nie zobaczyć. Ubrałam ciemne rurki, białą bokserkę oraz czarną, prześwitującą koszulę na to. Do tego dobrałam balerinki we wzorki pantery i dużą torbę, do której zapakowałam te jego dresy. Ogólnie wyglądałam skromnie, ale i ładnie. Zeszłam na dół i zamknęłam mamę na klucz, by mogła spokojnie spać. Ruszyłam na autobus. Miałam swoje auto, ale było one opłacane za moje stypendium. Było naprawdę luksusowym autem, nie chciałam nim jechać pod firmę Niall'a. Nie wiem gdzie mieszka, więc pojadę tam.
W autobusie miałam dużo czasu na przemyślenia. Zastanawiałam się co mu powiem. Nie miałam ochoty długo z nim rozmawiać.
Po 25 minutach byłam już pod jego firmą. Wzięłam duży wdech i weszłam do wielkiego biurowca. Pojechałam na piętro gdzie jest jego biuro. Śliczna blondynka przywitała mnie jak zwykle radośnie.
- Dzień dobry. Jest może prezes u siebie?
- Tak. Kończy chyba za chwilę spotkanie. Poczeka pani?
- Tak... Mogę zaczekać.
- Chyba, że coś mu przekazać?
- Tak.. Nie... Y nie dziękuję, poczekam- uśmiechnęłam się i usiadłam na krześle na przeciwko drzwi wejściowych do jego gabinetu. Chwilę później one się otwarły, a mnie serce stanęło w gardle. Wyszedł jakiś facet, którego w ogóle nie znam, ale po chwili wyszedł blondyn, za którym tak szaleję. Spojrzał na mnie i był mega zdziwiony. Podał rękę starszemu facetowi, ten odszedł, a Niall znowu na mnie spojrzał.
- Dzień Dobry pani do mnie?
- Tak- uśmiechnęłam się zdenerwowana i wstałam. Podeszłam do niego.
- Zapraszam- wskazał ręką na swój gabinet, przytrzymał mi drzwi, weszłam i od razu je zamknął.
- Hej. Cieszę się, ze przyszłaś- chciał mnie przytulić, ale go od siebie odsunęłam.
- Przyszłam...- zaczęłam wyciągać jego ubrania z torby- ci to oddać- podałam mu do rąk- przydały się, a teraz żegnam.
- Amber poczekaj...- złapał mnie za brzuch i odwrócił w swoją stronę- Chyba mnie wczoraj źle zrozumiałaś.
- Co? Nie. Bardzo dobrze zrozumiałam. Uważasz, ze bronienie mnie to twój cholerny obowiązek, bo uważasz, ze jesteś moim bratem. Cieszyłbyś się gdybyśmy nie byli rodzeństwem? Dobrze. Ciesz się, bo nie jesteśmy, nie masz tego chujowego obowiązku, więc możesz mnie zostawić w spokoju- wysyczałam przez zęby i odrzuciłam jego rękę.
- Amber mnie nie o to chodziło...
- Tak. Jasne. Ciesz się. Teraz możesz świętować.- wyszłam z jego gabinetu. Byłam bliska płaczu, ale nie chciałam pokazać mu, ze cholernie mi na tym zależało. Na naszej relacji, choć prawie jej nie było, chciałam żeby byłą lepsza, głębsza. Popatrzyłam na blondynkę i skierowałam się do łazienki. Miałam ochotę płakać jak małe dziecko, ale moja duma mi na to nie pozwoliła. Kiedy stałam przed lustrem i zmazywałam tusz, który mi się rozmazał przez zaciskanie oczu ktoś wszedł do toalety. Nie spodziewałam sie go nawet tutaj.
- Niall to damska toaleta- wyjęłam tusz i pomalowałam się na nowo
- Muszę z tobą pogadać.
- Ale ja nie chcę.- schowałam tusz i wyszłam. Nie miałam zamiaru go słuchać. Wyszłam z jego firmy i wróciłam do domu.
~Miranda POV~
Amber wróciła do domu, ale ja musiałam wychodzić.
- Skarbie na gazie masz obiad na dziś, posprzątaj trochę w domu dobrze? Muszę uciekać- uśmiechnęłam się i wyszłam z domu. Jechałam autobusem do pracy, dotarłam, przebrałam się i zaczęłam sprzątać. Przypadkiem słyszałam rozmowę dwóch prezesów, kiedy sprzątałam obok.
- Stary, ale potrzebujemy nowych stażystów. Oni nie są zbyt dobrzy. Zepsuli już dwa laptopy i nic nie potrafią. Same straty.
- Dobra. Załatw kogoś. Rozmowy tylko we wtorki i czwartki.
- No spoko. Da się ogłoszenie i git- usłyszałam cichy śmiech. Skończyli rozmowę chwilę później. Wyszedł młody blondyn.
- Dzień Dobry- uśmiechnął się do mnie
- Dzień dobry- oddałam uśmiech- przepraszam pana, przypadkiem usłyszałam pana rozmowę ze wspólnikiem.
- Tak?- poparzył na mnie
- Myślę, że moja córka mogłaby tutaj przyjść na rozmowę kwalifikacyjną. Kończy szkołę właśnie w tym tygodniu no i musi coś robić.
- Dobrze. Niech ją pani przyśle tutaj we wtorek o 8 rano. Będą już wakacje, więc powinna się przygotować.
- Dobrze dziekuję- poszłam dalej pracować.
~Amber POV~
Zjadłam obiad i poszłam się przebrać. Ubrałam szare rybaczki dresowe, do kolan, czarną luźną bluzkę i ciemne krótkie trampki. Ogółem byłam ubrana w sam raz do sprzątania. Uczesałam sobie kok i zabrałam się najpierw za posprzątanie mojego pokoju. Pewnie zastanawiacie się jak wygląda mój pokój?
Ogólnie kierowałam się kolorem niebieskim. Ale na ziemi leżało kilka pudełek po pizzy, a na szafce kilka kubków po kawie, którą uwielbiam pić popołudniami. Na biurku jest kilka rzeczy do makijażu, a na ziemi laptop jak widać na zdjęciu. Wzięłam się za sprzątanie tego całego bałaganu. Wyniosłam najpierw te pudełka do śmietnika, potem wzięłam te kubki i posprzątałam rzeczy do makijażu. Następnie wzięłam się za zmywanie kurzy w całym domu. Ktoś nagle zapukał do drzwi. Chociaż nikogo się nie spodziewałam poszłam otworzyć.
_______________________________________________________
No hej! Wiem, że długo, ale pisałem ten rozdział dwa razy, bo mi sie usunął, a jeszcze koniec rozdziału zmieniałam, bo miała być akcja, że się pogodzili, ale to zmieniłam. Stwierdziłam, że za szybko by to było. Jak wam się podoba? Gdyby co Miranda to mama Amber jak by ktoś nie ogarnął :)
- Hej kochanie. Jak ci minął wieczór?
- A nudno... Nic ciekawego nie robiłam.- nie miałam zamiaru opowiadać jej tego wszystkiego, bo ona nawet nie wie o klubie...
- U mnie w pracy był natłok. Sama sprzątałam cały biurowiec u jakiś dwóch facetów. Z tego co pamiętam to jeden ma na nazwisko Horan- spojrzałam na nią, ale udawałam, że nie znam.- No nieważne.
- Mamuś skoro miałaś tyle pracy mogłaś do kogoś zadzwonić. Chociażby do mnie.
- To moja praca skarbie. Dałam radę. A teraz wybacz idę wziąć kąpiel i się trochę prześpię.
- Okay. Miłych snów- popiłam kawą kanapkę. Mama dała mi buziaka w policzek i poszła na górę. Ja po zjedzeniu również poszłam do swojego pokoju. Postanowiłam się przebrać i iść zanieść Niall'owi jego ubrania, a potem się już nigdy więcej z nim nie zobaczyć. Ubrałam ciemne rurki, białą bokserkę oraz czarną, prześwitującą koszulę na to. Do tego dobrałam balerinki we wzorki pantery i dużą torbę, do której zapakowałam te jego dresy. Ogólnie wyglądałam skromnie, ale i ładnie. Zeszłam na dół i zamknęłam mamę na klucz, by mogła spokojnie spać. Ruszyłam na autobus. Miałam swoje auto, ale było one opłacane za moje stypendium. Było naprawdę luksusowym autem, nie chciałam nim jechać pod firmę Niall'a. Nie wiem gdzie mieszka, więc pojadę tam.
W autobusie miałam dużo czasu na przemyślenia. Zastanawiałam się co mu powiem. Nie miałam ochoty długo z nim rozmawiać.
Po 25 minutach byłam już pod jego firmą. Wzięłam duży wdech i weszłam do wielkiego biurowca. Pojechałam na piętro gdzie jest jego biuro. Śliczna blondynka przywitała mnie jak zwykle radośnie.
- Dzień dobry. Jest może prezes u siebie?
- Tak. Kończy chyba za chwilę spotkanie. Poczeka pani?
- Tak... Mogę zaczekać.
- Chyba, że coś mu przekazać?
- Tak.. Nie... Y nie dziękuję, poczekam- uśmiechnęłam się i usiadłam na krześle na przeciwko drzwi wejściowych do jego gabinetu. Chwilę później one się otwarły, a mnie serce stanęło w gardle. Wyszedł jakiś facet, którego w ogóle nie znam, ale po chwili wyszedł blondyn, za którym tak szaleję. Spojrzał na mnie i był mega zdziwiony. Podał rękę starszemu facetowi, ten odszedł, a Niall znowu na mnie spojrzał.
- Dzień Dobry pani do mnie?
- Tak- uśmiechnęłam się zdenerwowana i wstałam. Podeszłam do niego.
- Zapraszam- wskazał ręką na swój gabinet, przytrzymał mi drzwi, weszłam i od razu je zamknął.
- Hej. Cieszę się, ze przyszłaś- chciał mnie przytulić, ale go od siebie odsunęłam.
- Przyszłam...- zaczęłam wyciągać jego ubrania z torby- ci to oddać- podałam mu do rąk- przydały się, a teraz żegnam.
- Amber poczekaj...- złapał mnie za brzuch i odwrócił w swoją stronę- Chyba mnie wczoraj źle zrozumiałaś.
- Co? Nie. Bardzo dobrze zrozumiałam. Uważasz, ze bronienie mnie to twój cholerny obowiązek, bo uważasz, ze jesteś moim bratem. Cieszyłbyś się gdybyśmy nie byli rodzeństwem? Dobrze. Ciesz się, bo nie jesteśmy, nie masz tego chujowego obowiązku, więc możesz mnie zostawić w spokoju- wysyczałam przez zęby i odrzuciłam jego rękę.
- Amber mnie nie o to chodziło...
- Tak. Jasne. Ciesz się. Teraz możesz świętować.- wyszłam z jego gabinetu. Byłam bliska płaczu, ale nie chciałam pokazać mu, ze cholernie mi na tym zależało. Na naszej relacji, choć prawie jej nie było, chciałam żeby byłą lepsza, głębsza. Popatrzyłam na blondynkę i skierowałam się do łazienki. Miałam ochotę płakać jak małe dziecko, ale moja duma mi na to nie pozwoliła. Kiedy stałam przed lustrem i zmazywałam tusz, który mi się rozmazał przez zaciskanie oczu ktoś wszedł do toalety. Nie spodziewałam sie go nawet tutaj.
- Niall to damska toaleta- wyjęłam tusz i pomalowałam się na nowo
- Muszę z tobą pogadać.
- Ale ja nie chcę.- schowałam tusz i wyszłam. Nie miałam zamiaru go słuchać. Wyszłam z jego firmy i wróciłam do domu.
~Miranda POV~
Amber wróciła do domu, ale ja musiałam wychodzić.
- Skarbie na gazie masz obiad na dziś, posprzątaj trochę w domu dobrze? Muszę uciekać- uśmiechnęłam się i wyszłam z domu. Jechałam autobusem do pracy, dotarłam, przebrałam się i zaczęłam sprzątać. Przypadkiem słyszałam rozmowę dwóch prezesów, kiedy sprzątałam obok.
- Stary, ale potrzebujemy nowych stażystów. Oni nie są zbyt dobrzy. Zepsuli już dwa laptopy i nic nie potrafią. Same straty.
- Dobra. Załatw kogoś. Rozmowy tylko we wtorki i czwartki.
- No spoko. Da się ogłoszenie i git- usłyszałam cichy śmiech. Skończyli rozmowę chwilę później. Wyszedł młody blondyn.
- Dzień Dobry- uśmiechnął się do mnie
- Dzień dobry- oddałam uśmiech- przepraszam pana, przypadkiem usłyszałam pana rozmowę ze wspólnikiem.
- Tak?- poparzył na mnie
- Myślę, że moja córka mogłaby tutaj przyjść na rozmowę kwalifikacyjną. Kończy szkołę właśnie w tym tygodniu no i musi coś robić.
- Dobrze. Niech ją pani przyśle tutaj we wtorek o 8 rano. Będą już wakacje, więc powinna się przygotować.
- Dobrze dziekuję- poszłam dalej pracować.
~Amber POV~
Zjadłam obiad i poszłam się przebrać. Ubrałam szare rybaczki dresowe, do kolan, czarną luźną bluzkę i ciemne krótkie trampki. Ogółem byłam ubrana w sam raz do sprzątania. Uczesałam sobie kok i zabrałam się najpierw za posprzątanie mojego pokoju. Pewnie zastanawiacie się jak wygląda mój pokój?
Ogólnie kierowałam się kolorem niebieskim. Ale na ziemi leżało kilka pudełek po pizzy, a na szafce kilka kubków po kawie, którą uwielbiam pić popołudniami. Na biurku jest kilka rzeczy do makijażu, a na ziemi laptop jak widać na zdjęciu. Wzięłam się za sprzątanie tego całego bałaganu. Wyniosłam najpierw te pudełka do śmietnika, potem wzięłam te kubki i posprzątałam rzeczy do makijażu. Następnie wzięłam się za zmywanie kurzy w całym domu. Ktoś nagle zapukał do drzwi. Chociaż nikogo się nie spodziewałam poszłam otworzyć._______________________________________________________
No hej! Wiem, że długo, ale pisałem ten rozdział dwa razy, bo mi sie usunął, a jeszcze koniec rozdziału zmieniałam, bo miała być akcja, że się pogodzili, ale to zmieniłam. Stwierdziłam, że za szybko by to było. Jak wam się podoba? Gdyby co Miranda to mama Amber jak by ktoś nie ogarnął :)
Świetny jak zwykle :3 Super by było jakby się już pogodzili, ale masz rację za szybko by to było ;) Ogółem kocham <33 i czekam na next'a :D Dodawaj szybko :*
OdpowiedzUsuń