środa, 14 października 2015

25.

Twenty Five 

*dwa miesiące później*
Rano, kiedy się obudziłam Niall'a nie było w łóżku. Sama do siebie się uśmiechnęłam. Poszłam do pokoju Alana, ale jego również nie było. Kiedy zeszłam na dół zastałam tylko Georgie.
- Dzień Dobry. Nie wiesz gdzie jest Niall?
- Witaj kochaniutka. Wziął syna i wyszli gdzieś.
- Nie mówił dokąd idzie?
- Nie, ale prosił żebym ci przekazała, że masz wziąć to co w szafie i jechać gdzieś z jego szoferem. Nic więcej nie wiem.- uśmiechnęła się i podała mi śniadanie. Szybko zjadłam i poszłam się ogarnąć. W szafie były tylko moje ubrania, ale na jednej z półek była karteczka: Jeśli to czytasz, to znaczy, że zjadłaś śniadanie i jesteś gotowa na przygodę życia. Nie masz nic brać (powiedziałem tak, żebyś zobaczyła karteczkę) zejdź na podjazd, a mój szofer już wszystko wie. Kocham cię i do zobaczenia na miejscu ♥''
Byłam zaskoczona. Co on znowu wymyślił? Zabrałam torebkę z dokumentami i wyszłam gotowa na podjazd. Auto już na mnie czekało.
- Dzień Dobry Panno Miller.
- Witaj Scy. Dokąd mnie zabierasz tym razem?
- Nic wyjawić nie mogę.- uśmiechnął sie i otworzył mi drzwi do samochodu. Wsiadłam i w drodze próbowałam się dodzwonić do Niall'a, ale nie odbierał moich telefonów. On mnie codziennie zaskakuje czymś nowym... Dojechaliśmy do jakiejś małej restauracji. Zza drzwi od razu wybiegła moja mama i przyjaciółka, z którą dawno nie rozmawiałam. Zabrały mnie do środka i zawiązały coś na oczach. Kazały mi się w coś przebierać, potem zrobiły mi fryzurę, a na końcu kiedy odwiązały mi oczy zrobiły makijaż. Miałam unieruchomioną głowę, nie mogłam sie zobaczyć, nigdzie nie było lustra. Ciągle byłam nieświadoma tego co mnie czeka. Kiedy byłam gotowa znowu związały mi oczy i zaprowadziły do limuzyny. 
- Nie znoszę was dziewczyny.- powiedziałam kiedy dalej nie wiedziałam o co chodzi... Jechaliśmy jakieś 15 minut, wyprowadziły mnie. Wiedziałam, że jestem w jakimś miejscu, gdzie jest duża przestrzeń, bo słyszałam echo moich obcasów i ciche szmery. Dostałam coś do ręki i odwiązano mi oczy. Spojrzałam na siebie. Byłam w sukni ślubnej! Dziewczyny uciekły.
- Nie! Ja się na to nie przygotowałam! Mamo!- już mnie nie słyszały. Organy zaczęły grać, a drzwi przede mną się otworzyły. Wzięłam głęboki wdech. To kościół! Zobaczyłam ludzi siedzących w ławce, ruszyłam do ołtarza, wszyscy odwrócili się w moją stronę. Niall stał na samym środku, najdalej mnie wraz z księdzem. Trochę przed drużby. Chciało mi się płakać. Boże, on to wszystko przygotował... To najpiękniejszy dzień w moim życiu. On jest wspaniały... Podeszłam do niego i się zaczęło. Popatrzyłam na niego i byłam bliska płaczu. Odwróciliśmy się w stronę księdza. Po godzinie byliśmy już po uroczystym TAK. Wyszliśmy z kościoła. Wszyscy składali nam życzenia. W końcu nie wytrzymałam i się popłakałam. Kiedy wsiedliśmy do limuzyny byliśmy sam na sam.
- Niall to było wspaniałe- dotknęłam dłonią jego policzka, a potem wpiłam się w jego usta.- Jak cię poznałam to nie sądziłam, że zajdzie to tak daleko.
- Uwierz, że ja nie byłem sobie tego w stanie wyobrazić.
- Ty... jesteś całkiem inny.
- Dzięki tobie- znowu mocno mnie pocałował. Moglibyśmy jeszcze tak długo, ale zabrakło nam tlenu. Uśmiechnęłam się i dotknęłam moim nosem jego nos. Teraz składałam na jego ustach szybkie całusy.
- Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało- schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Oj uwierz, że nie mogłem sobie lepiej wymarzyć mojej przyszłości- oboje się uśmiechnęliśmy.
- A tak w ogóle to gdzie jest nasz skarb?
- Z twoją mamą.- skinęłam głową, a chwilę później już dojechaliśmy. Stoły w ogrodzie ułożone były w wielką literę L. Na nich białe obrusy, a do niektórych były poprzyczepiane balony. Ten widok był wspaniały. Wszyscy goście już na nas czekali. Impreza się zaczęła. Mieliśmy pierwszy taniec, a potem poszłam się przebrać, bo było mi już niewygodnie. Poszłam zobaczyć do małego, wzięłam go ze sobą na dół, a kiedy wróciłam zobaczyłam tutaj telewizję. Prezenterka mówiła do kamery
- Najbogatszy mężczyzna w Londynie jest już oficjalnie zajęty. Dlaczego dziewczyna go pokochała? Jego urok, czy raczej jego pieniądze?- kiedy to usłyszałam wkurzyłam się i do niej podeszłam, zabierając mikrofon.
- tak się składa, że kiedy go poznała była całkiem nieświadoma tego kim on jest. A potem pokochała go za jego oczy, charakter, za to, że tak ją wspaniale traktuje. Nigdy nawet nie myślałam o jego pieniądzach- warknęłam do niej.
- Hola hola. Chyba każdy wie, że przed narodzinami twojego dziecka wprowadziłaś się do niego. A może chciałaś naciągnąć go na dziecko?
- Co?! Kto was tu w ogóle wpuścił?! Proszę opuścić tą imprezę!
- Czyli jednak masz coś na sumieniu?
- Nie!- popatrzyłam na nią. Wszyscy goście się na mnie patrzyli. Zabrałam syna i wybiegłam. Rozpłakałam się. Jak ona może twierdzić, że dziecko nie jest jego? Zamknęłam się w jednym z pokoi z Alanem. Przytuliłam go. Patrzył na mnie smutny. 
Chwilę później ktoś zapukał, ale nie miałam zamiaru otwierać. Chciałam pobyć sama. Słowa tej kobiety mnie zraniły. Pieniądze? Nigdy w życiu... 
- Kochanie otwórz te cholerne drzwi. Proszę cię- błagał mnie tak przez 10 minut, aż w końcu mu uległam. Wszedł do pokoju i też je zamknął.
- Przejmujesz się tą telewizją?
- Nie, ani trochę. Cały świat będzie widział jak się wkurzyłam. Jak ona oskarża mnie o to, że kocham cie dla pieniędzy, że dziecko nie jest twoje.
- A jest?
- Oczywiście, że tak! O co ty w ogóle pytasz?!
- No więc się nie przejmuj. Nie masz czym.- przytulił mnie, ale ja go odepchnęłam.
- Nie mam na to ochoty. Zepsuła mi cały dzień, który miał być najlepszym dniem.
- Amber...- złapał moje dłonie- to jest nasz dzień, nie od telewizji, Oni ciągle coś wymyślają, żeby mieć sensację, a nasz dzień to znaczy, że my mamy się cieszyć i niczym nie przejmować.- popatrzyłam na niego, znowu mnie przytulił i tym razem wtuliłam się w niego mocno. Siedzieliśmy tutaj około godziny. Potem wróciliśmy do gości, a o 5 nad ranem byliśmy już w domu. Alan zasnął już o 21. Zaniosłam go do pokoju, a kiedy wróciłam do sypialni Niall już też spał. Uśmiechnęłam się tylko do siebie i chciałam mu dać buziaka na dobranoc, ale on porwał mnie w swoje ramiona i zaczął mocno, namiętnie całować. Nasze języki toczyły walkę o dominację, żadne z nas nie ustępowało. Mój- od dzisiaj- mąż wsadził rękę po moją bluzkę i zaczął pieścić me ciało. Wspaniałe uczucie kochać się z kimś, z kim wiesz, że chcesz być do końca życia. Rozebrał moją marynarkę, a potem bluzkę, zostawiając na mojej skórze pocałunki. Przyssał się do skóry na szyi. Szybkim ruchem odpiął mój stanik, a zaraz później już go na sobie nie miałam.
____________________________________
Dziś już bez scen erotycznych. Tyle powinno wam wystarczyć. Kto się cieszy z takiego obrotu spraw? Wypowiedź w telewizji zapowiada niezłą katastrofę. Jak myślicie co tym razem dla was wymyśliłam? ♥

1 komentarz:

  1. Ślub?? :o Wow! No tego sie niespodziewałam, zaskakujesz ;) Ogólnie rozdział fenomenalny, kocham <3333333 <333 <33333 <3333 <333333 Wredna telewizja :/ Jak zwykle media wszystko psują :P Nie mam pojęcia co mogłaś jeszcze wymyślić, noo.. przychodzi mi pare rzeczy do głowy, ale nie wiem :) I tak pewnie nas zaskoczysz swoją pomysłowością i talentem do pisania :* I jestem zła za taką końcówke, mało.. :/ I właśnie wyszłam na zboka hehe :P No dobrze, nie moge sie doczekać next'a! :D Błagam dodawaj szybko kochana :* :3 Uwielbiam <3333 <333333 <333 <33333

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Lydia Land of Grafic