Twenty Nine
Płakałam. Ciągle płakałam. Od dwóch dni nic, tylko płakałam. Dobrze, że mam mamę, bo naprawdę, gdybym była bez niej nawet nie przejęłabym się, że Alan płacze. Nie wiem czy można to już zaliczyć do depresji, ale tak się czuję. Postanowiłam nikomu o tym nie mówić i zrobić kolejne testy DNA.
*Następnego dnia*
Miałam już DNA od Niall'a. Uzyskałam je dzięki Georgii, która bardzo chciała żebyśmy się pogodzili i mi pomogła. Miałam DNA syna. Lekko się ogarnęłam i pojechałam do innego laboratorium. Było daleko, ale wiem, że będzie się opłacało. Podałam wszystkie potrzebne informacje i wróciłam. W pokoju wyciągnęłam szlugi. Jak za dawnych czasów. Wyjęłam jedną i zapaliłam. Kiedy tak rozmyślałam, postanowiłam się przejść. Nie wiedziałam gdzie, wiedziałam, że tego potrzebuję. Moje nogi powędrowały daleko, aż pod klub, w którym kiedyś pracowałam. Paląc jednego papierosa za drugim stałam obok budynku. Zamyśliłam się i dlatego też podskoczyłam kiedy usłyszałam czyjś głos za plecami.
- A ty tu czego?- zdeptałam resztę papierosa i odwróciłam się w stronę znajomego głosu. To Mark.
- Przechodziłam obok.
- W takim razie wynoś się z tego terenu. Dzięki twojemu chłopakowi zbankrutowałem i siedziałem 6 mscy w pierdlu!- spojrzałam na niego.
- I ci się należało.
- Czegoś konkretnego tu szukasz?
- Nie. A... właściwie...- popatrzyłam na niego, a potem na budynek.- mogę pomóc rozkręcić ci znów interes.
- Nie chcę twojej pomocy- wszedł po schodach i otworzył klub.
- Wiem, że jej potrzebujesz.
- A co na to twój kochaś?
- Co ty pieprzysz! Nigdy o tym nie rozmawialiśmy! To jak?- podałam mu dłoń- umowa?
- Stoi.- złapał ją i ścisnął. Weszliśmy razem do budynku. Niedługo miał być otwarty, więc musiałam wszystko przygotować. W sumie nie wiem dlaczego znowu tutaj wróciłam. To zła przeszłość, która się ciągnie, ale skoro Niall i tak uważa mnie za szmatę to co mi szkodzi? Przygotowałam wszystkie szklanki i kieliszki, przejrzałam stroje dla tancerek, załączyłam muzykę i zgasiłam oraz pozałączałam odpowiednie światła dla atmosfery. Potem poszłam zrobić sobie makijaż, bo z domu wyszłam mało ogarnięta. Kiedy wyszłam zobaczyłam już kilku klientów. Podeszłam do barów i zrobiłam im po drinku, jakie sobie zamówili. Jak zwykle myślałam tylko o pracy i o niczym innym.
Do domu wróciłam około 4 nad ranem. Byłam padnięta, ale choć trochę poprawił mi się humor. Poszłam się szybko przemyć i spać. Na szczęście nikogo nie obudziłam.
*trzy dni później*
Od trzech dni na nowo pracuję dla Marka. Wciąż pamiętam co mi zrobił, ale ta praca jakoś mnie odstresuje. Czasami też tańczę dla publiczności, ale nie chodzę z nikim do łóżka. Nikomu nie udało się mnie zaciągnąć. Powróciłam również do mojego skąpego stroju i w nim pracowałam na barze. Kiedy robiłam drinka dla wcześniejszych klientów usłyszałam znajomy głos.
- Amber?- spojrzałam na mężczyznę za ladą. Zayn.
- Serwus- powiedziałam podając drinki na blat.
- Co ty tu robisz?
- Pracuję, jak widzisz.
- Widzę, że już podniosłaś się od rozstania.
- Cicho- pokazałam na usta.- nie wszyscy muszą wiedzieć. Jestem w pracy, nie mogę z tobą o tym rozmawiać.
- Czemu tu wróciłaś?
- Bo to mnie odciąga od rzeczywistości.
- A wasz syn?
- Zayn! Cholera jasna! Niall chcę lub już unieważnił małżeństwo, nie wiem nie śledzę tego na bieżąco. Nie uznaje Alana, chociaż dobrze wie, że to on jest ojcem, nie mamy ze sobą kontaktu, więc jeśli byłbyś tak dobry to przestań wypytywać.
- Ale on też tu jest.- spojrzał na mnie, a ja na niego przerażona.
- Co? Gdzie?- odwrócił się.
- No tam- kiwnął głową, mój wzrok tam powędrował i rzeczywiście. Zobaczyłam blondyna, do którego przystawiała się koleżanka z pracy. Słabo się do niej uśmiechał. Aż mnie serce zabolało.
- Świetnie. Jak lubi to niech się bawi- udałam obojętną.
- Wiem, że on nie jest ci obojętny.
- I masz rację, ale nasze małżeństwo według niego to jedna wielka pomyłka, on zapomniał i ja też się staram- podałam mu drinki, choć nie zamówił to wiem jakie lubią. Jakie ON lubi...- idź już- poprosiłam go, a raczej ubłagałam. Chciało mi się płakać, a że nie było klientów przy barze schowałam się za nim, chowając twarz w dłoniach. Usłyszałam, że ktoś woła barmana, wstałam i spotkałam się z nieziemskimi, niebieskimi tęczówkami. Wpatrywaliśmy się w siebie przez dłuższą chwilę.
- Kamikaze poproszę- skinęłam głową. Jak on może tak oficjalnie? To już nawet Zayn ze mną rozmawiał. Zaczęłam robić mu drinka.- Długo tu pracujesz?- nagle się odezwał.
- 3 dni- powiedziałam z bólem serca. Skinął głową na znak zrozumienia. Znowu chwila ciszy.
- Czemu tu wróciłaś?
- Bo rzeczywistość mnie przytłacza, chciałam przed nią uciec i nie spodziewałam się ciebie tu spotkać.
- i wzajemnie- dodał, a ja na niego spojrzałam. Był przybity, nie tylko on... Podałam mu drinka
- Proszę- i szybko pobiegłam do szatni. Znowu się rozpłakałam. Czemu?! Czemu to musi być takie trudne?! Boże nigdy nie czułam się tak źle. Nigdy nie czułam, że tak bardzo kogoś kocham, jak teraz. Znowu będę przygnębiona. Usłyszałam pukanie, dlatego szybko przetarłam oczy.
- Proszę- stałam tyłem do drzwi.
- Jesteś jedyną osobą, która mnie zmieniła, ale również jedyną, która tak mnie zraniła- odwróciłam się w jego stronę. Czemu to musi być takie ciężkie?
- Nie. To ty mnie zraniłeś. Uwierzyłeś mediom, dziennikarzom, ale mnie wysłuchać nie chciałeś. Nie zawahałeś się nawet, kiedy się wyprowadzałam, Zraniłeś mnie i twierdzisz, że ja to zrobiłam. Alan jest twoim synem czy ci się to podoba czy nie, bo nigdy cię nie zdradziłam i to niemożliwe, żeby było to dziecko kogoś z kim spałam jak tu wcześniej pracowałam. Ale ty nie myślisz, nie wierzysz, wolisz pójść łatwiejszą drogą i wiesz co? Proszę bardzo, unieważnij małżeństwo, olej to wszystko i żyj tak, jak dotychczas. A ja również będę robić co mi się podoba- skończyłam mój monolog i go ominęłam wracając na bar. Wzięłam głęboki wdech. Udało mi się powiedzieć to wszystko co od tak dawna trzymałam w sobie. Choć wiem, ze teraz nie ma szans na pogodzenie to czuję się lepiej. I tak ich nie było, a nie muszę trzymać tego wszystkiego w sobie. Już do końca dzisiejszej pracy nie rozmawiałam z Niall'em, ale widywałam go ciągle na parkiecie. W sumie to... On siedział na kanapie i rozmyślał, a chłopcy się bawili. Moje serce rozrywało się co sekundę, ale wiedziałam, że dla niego to już nic nie będzie znaczyć i to samo muszę zrobić ja.
_______________________________________________
Uf! Napisane na jednym wydechu! Wiem, że krótki, bo kiedyś pisałam dłuższe i mimo że mam wenę, to nie mam czasu. Wybaczcie. mam nadzieję, że i tak wam się podoba ♥
Obiecuję, że kolejny rozdział będzie mega długo ♥
Obiecuję, że kolejny rozdział będzie mega długo ♥
Ale.. że.. em :/ Kocham! <3333 <33333 <333 <333333 Biedna, biedny :( Ale dlaczego to sie im dzieje? :o Rozdział mega wspaniały :* Uwielbiam :D Nie wiem co mam pisać, mam nadzieje że między nimi sie jeszcze ułoży ;) Czekam z niecierpliwością na next'a! Życze weny kochana :* Nigdy nie kończ tego opowiadania, tych emocji :3 Do następnego!
OdpowiedzUsuń