niedziela, 20 grudnia 2015

Powracam!

Uwaga! Wielki powrót! Czy jest ktoś kto czekał na to? Czy jest ktoś kto już nie może doczekać się drugiej części? Więc i ja temu zaradzę! Powracam ze zdwojoną siłą i weną. Czy czas mi pozwoli na pisanie dla was tego ff? Sami zobaczycie! Oficjalnie zapraszam na drugą część naszego FF pt. Present Women.
A tutaj macie link! http://present-women-ff.blogspot.com/

wtorek, 8 grudnia 2015

Epilog

Po dwóch tygodniach kolejnych badań i obserwacji mogłam wyjść ze szpitala. Jednak nie było to najważniejszym wydarzeniem tych dwóch tygodni. Niall codziennie praktycznie mnie odwiedzał, ale nie było już tak samo. Ciągle myślami był gdzieś indziej... Dlatego po wyjściu ze szpitala, nie wróciłam do jego willi.
Moja mama z chęcią mnie przyjęła znowu pod swój dach, z siostrą zaczęłam się dogadywać i jest o wiele lepiej.

Kolejne dwa miesiące mijały spokojnie, nadal jestem z Niall'em w związku małżeńskim, ale nie chcę jak na razie wracać do jego domu. Odwiedza Alana co drugi weekend, ale praktycznie ze sobą nie rozmawiamy. Przestał się starać i błagać żebym do niego wróciła. Zmienił nastawienie, więc na pewno musiało się wydarzyć coś ważnego. Dlatego ja się dowiem co.

Mój syn ciągle uczy się czegoś nowego. Ma już 8 mscy, więc rośnie i to bardzo szybko. Zaczęłam szukać znowu pracy, mama opiekuje się swoim wnukiem, a ja będę utrzymywać naszą trójkę. Nie chcę wracać do firmy Malika i znowu każdego dnia widywać Niall'a i przypominać sobie jak to wszystko się zaczęło. Chcę zapomnieć o nim i gdy będę znowu na tyle silna, poprosić po raz kolejny o rozwód. Do tego czasu pozostanę Current Venus* i poradzę sobie ze wszystkim sama.

___________

Current Venus- tytuł bloga oznaczający 'współczesną kobietę'

Więc to jest króciutki Epilog. Jeśli się przestraszyłeś, że to koniec naszej historii zjedź notkę niżej, a wszystkiego się dowiesz. Do przeczytania! ♥

Smutna informacja

Hej! Wiem miałam dodać rozdział, ale jeśli o to chodzi to nie mam czasu, a gdy teraz go znalazłam to kompletnie nie wiem co mam tam napisać.

ZAKOŃCZĘ OPOWIADANIE W NIEDŁUGIM CZASIE.

Ale spokojnie. Bez nerw. Uspokójcie ciśnienie po wyżej przeczytanym zdaniu ;)
Zacznę drugą część. Ale zrobię sobie trochę przerwy i powrócę z podwojoną siłą! ♥

Za chwilę dodam Epilog tej części ♥

niedziela, 22 listopada 2015

35.

Wezwałem już policję i czekałem. Bałem się o mojego syna. Ivy jest naprawdę nieprzewidywalna.
- Ivy wyjdź i oddaj mi dziecko. Porozmawiamy na spokojnie- powiedziałem nadal stojąc pod drzwiami i przecierając twarz dłońmi.
- Nie! Już to robiliśmy! Ale do ciebie nie dociera, że ja cie kocham!
- Ivy oddaj mi syna!
Usłyszałem syrenę i ponagliłem Georgię żeby poszła po funkcjonariuszy.
- Ivy policja przyjechała. Będziesz miała problemy. Otwórz drzwi i nie rób sobie problemów, których nie chcesz mieć.
- Masz mi powiedzieć, ze mnie kochasz!- usłyszałem płacz Alana. Pewnie się obudził. Już sam nie wiem co mam robić. Jeden z funkcjonariuszy do mnie podszedł.
- o Co chodzi?
Wszystko mu streściłem, a on kazał mi się odsunąć.
- Mówi Policja. Proszę otworzyć drzwi, a nic się nikomu nie stanie.
- Nic się nikomu nie stanie jeśli on mi powie, że mnie kocha!
Policjant powiedział, że zaraz wróci. Zadzwonił do kogoś i jak powiedział, po chwili był znowu przy mnie.
- Zezwala pan na wyważenie drzwi?
- Tak. Byle nic się nie stało dziecku- wskazuję na drzwi, a policjant odsunął się na niewielką odległość i z całej siły walnął ramieniem w drewnianą powłokę. Powtórzył czynność 3 razy i zamek ustąpił, a drzwi opadły na ziemię. Podbiegłem do blondynki i zabrałem jej dziecko.
- Jesteś nienormalna! Pakujesz się i wynosisz z mojego domu! Nie chcę cię znać!
Wziąłem syna do siebie do sypialni i tam próbowałem go uspokoić.
- No, już wszystko w porządku. Mama się obudziła. Jutro ją zobaczysz- dałem mu buziaka w czoło i nadal kołysałem na rękach. Usiadłem z nim na parapecie.

**
Ubrałem Alana rano i kiedy miałem wychodzić trafiłem na Ivy. Policja po nią przyjechała. Nie obchodziło mnie co się z nią stanie. Naprawdę teraz wiem, że kocham Amber. Ivy nie jest mi obojętna, ale tak będzie najlepiej dla każdego. Niech idzie swoją drogą w życiu, a ja będę żył jak dotychczas.
Zjedliśmy śniadanie z synem i pojechałem do szpitala. Akurat Amber miała jakieś badania, więc czekaliśmy w poczekalni. Lekarz w końcu wyszedł.
- Pana żona jest osłabiona, ale na krótką chwilę może pan wejść.- uśmiechnął się do mnie, a ja skinieniem głowy podziękowałem i zabrałem nosidełko, wchodząc tym samym do sali. Brunetka leżała na łóżku odwrócona plecami. Podszedłem do niej i zauważyłem, że płacze.
- Amber... Co się dzieje?
Popatrzyłem na nią, kładąc nosidełko z synem na kafelkach. Odwróciła się w moją stronę.
- Była tu.- powiedziała dwa słowa, a ja nie wiedziałem o co chodzi.
- Kto?- zmarszczyłem brwi i dotknąłem jej dłoni, ale uciekła.- Amber powiedz mi kto tutaj był.
- Ona, z policją. Powiedziała im, że musi mi coś powiedzieć- brunetka ciągle płakała i ocierała łzy.
- Co ci powiedziała?- domyślałem się tylko, że chodzi o Ivy, ale co ona jej mogła powiedzieć?  
Amber usiadła na łóżku patrząc na mnie spod swoich długich rzęs.
- To ja leżałam w śpiączce, a ty...- widziałem, że nie chce przejść jej to przez gardło.
- Amber przecież ja nic takiego nie..
- Ona mi powiedziała!- wykrzyczała mi w twarz.
- Nie wierz jej. Ona kłamie, bo chce mnie mieć dla siebie.
- No właśnie, a skąd się znacie? czemu chce mieć cie dla siebie? Coś jej obiecałeś? Niall ona się w tobie zakochała!- zakryła twarz dłońmi.
- Amber są pewne rzeczy, o których nie wiesz... Ale ja z nią nie sypiałem. W szpitalu mnie pocałowała, ale przyrzekam, że to przerwałem. Nic do niej nie czuję- złapałem ją za ramiona, a widząc, że mi się nie opiera przytuliłem do siebie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Opowiem ci wszystko kiedyś- powiedziałem dając jej buziaka w czoło.

**
Uśmiechnąłem się widząc, jak Amber przytula do siebie malucha. Położyła się, a obok położyła naszego syna. Niedawno się urodził, a już ma 5 miesięcy. Tyle przegapiła... Patrzyłem na niech i wiedziałem, że mam wszystko czego teraz potrzebuję. Wiedziałem, że nikt nie może mi tego zastąpić. Usłyszałem dźwięk swojego telefonu. Spojrzałem na ekran i zmarszczyłem brwi.
- Przepraszam na chwilę.- wstałem i wyszedłem z sali, a Amber odprowadziła mnie podejrzanym wzrokiem.
- Halo? Tak to ja...
- Panna Ivy dostała się do naszego szpitala.
- Co się stało?
- To szpital psychiatryczny.

**
Słowa lekarza odbijają się we mnie echem. Nie zrozumiałem już więcej co powiedział. Nie potrafiłem uwierzyć, że dziewczyna, którą kochałem jest psychicznie chora. Wróciłem do sali, ale już mogłem się skupić.
- Niall co się dzieje? Jesteś nieobecny. Niall! Niall słuchasz mnie?!
Spojrzałem na śliczną brunetkę.
- T-tak... Przepraszam cię.
- Co się dzieje?
- Nic wielkiego.

~Amber~
Kiedy przyszła do mnie ta dziewczyna z policją, naprawdę nie wiedziałam o co może chodzić. Streściła mi wszystko, bo nie miała za dużo czasu. Ale powiedziała dosyć rzeczy, żebym wiedziała, że Niall ją wykorzystał. Może i powiedział mi, że nic nie ma między nimi, ale postanowiłam sobie za cel odwiedzić ją zaraz po tym jak wyjdę ze szpitala. Nie wiem, gdzie może być, ale wszystkiego się dowiem. Niall po telefonie jest nieobecny, naprawdę już nie wiem co myśleć. Wygląda jakby kogoś miał. Wiem, że przed wypadkiem byliśmy pogodzeni, ale to idealny czas, żeby się pogodzić. Chciałam zapomnieć o tym wszystkim, ale Niall wygląda na zagubionego. Już sama nie wiem czy on nadal tego chce. 
_______________________________
Wiem, dzisiaj bardzo krótko. Długo czekaliście, ale jakoś nie mam weny. Pamiętajcie, że to nasze wspólne opowiadanie i właśnie teraz potrzebuję waszej pomocy! 
Wena mnie opuściła, więc proszę was o pomoc z dalszą fabułą. Zastanawiam się czy już nie zakończyć mojej przygody z CV. Teraz pora na was! Co sądzicie? ♥

sobota, 14 listopada 2015

34.

Rano kiedy się obudziłem, byłem wyspany. W nocy nie słyszałem płaczu Alana, może dlatego, że Ivy się nim przez całą noc zajmowała. Wyszedłem z łóżka i ruszyłem do kuchni. Tam Ivy już siedziała z małym i Georgią rozprawiając o różnych pierdołach.
- Dzień Dobry- uśmiechnąłem się do kobiet, a potem podszedłem do małego.- Hej mój mały skarbie- dałem mu buziaka w policzek. Zauważyłem, że Ivy mi się przygląda. Zapomniałem, że sypiam w samych bokserkach. Rozumiem, że wróciła i chce wszystko naprawić, ale tak się nie da. Mam Amber, którą naprawdę kocham i nie chcę jej stracić, Mamy syna, który jest dla mnie najważniejszy. O Ivy dawno już powinienem zapomnieć. I gdyby nie przyjechała tutaj to dawno tak by się stało. Podałem jej Alana i poszedłem na górę ubrać dresy i koszulkę, a potem do nich wróciłem. Dostałem śniadanie i zacząłem jeść.
- Niall mógłbyś mi pokazać jakieś ciekawe place zabaw dla małego? Dawno mnie nie było i dużo się zmieniło.
- W takim razie Georgia z chęcią ci pokaże, bo ja niestety niedługo muszę być w pracy.- oddałem brudny i pusty talerz do zmywarki, poszedłem wziąć prysznic. Może powinienem się zatroszczyć o to żeby mój syn miał co robić, ale spędzanie z nią czasu w niczym mi nie pomoże. Rozebrałem się i wszedłem do kabiny prysznicowej. Odkręciłem wodę i zacząłem się płukać. Usłyszałem otwieranie drzwi, a potem czyjeś ręce na sobie. Szybko zakręciłem wodę i wziąłem ręcznik, by się nim owinąć, ale osoba stojąca za nim mi go wyrwała.
- Ivy co ty robisz do cholery?!
- To na co oboje długo czekaliśmy- uklęknęła przede mną i złapała w dłoń mojego członka, ale nie pozwoliłem jej nic zrobić, bo ją odepchnąłem biorąc przy tym inny ręcznik i się zakrywając.
- To mój dom, moja łazienka i proszę cię wyjdź stąd. Robisz się coraz bardziej żenująca.
- Ale Niall nie mów, że tego nie chcesz. Twoja żona od dłuższego czasu jest w śpiączce i nie ma kto cię zaspokoić.
- Zrobisz wszystko żeby mnie do siebie przekonać czy jak?- spojrzałem na nią ze złością w tęczówkach.
- Po prostu mi zależy, żebyś i ty znowu pokochał mnie tak jak kiedyś- podeszła do mnie, niestety byłem już przy ścianie i nie miałem dokąd uciec. Dotknęła dłońmi ręcznika, który był owinięty wokół moich bioder.
- Bądź dla mnie taki miły, czuły i kochający. Spełnię każde twoje marzenie- zaczęła rozwiązywać mój ręcznik. Jej słowa wywoływały u mnie dreszcze. Ona naprawdę jest w stanie zrobić wszystko. I gdyby nie to, że w głębi duszy naprawdę jej pragnąłem to dawno byłbym w swojej sypialni już ubrany.
- Ivy nie możemy- złapałem jej zgrabne dłonie- Nie chcę robić czegoś co będę później żałował.
- Nie będziesz- stanęła na palcach i musnęła moje wargi.- Wiem, że też mnie pragniesz.
- Ivy ja...- wyrwała swoje dłonie z moich i chwilę później znowu nie miałem na sobie ręcznika.- Ja po prostu kocham Amber i nie chcę, żebyś ty to zniszczyła- zabrałem ten ręcznik i wyszedłem z łazienki. W mojej sypialni szybko ubrałem bieliznę, a potem zacząłem nakładać na siebie garnitur. Dalej byłem pod wrażeniem tego co się stało. Chciałem tego, miała stuprocentową rację, ale też chciałem żeby Amber wróciła, nie chcę, żeby zaraz po przebudzeniu dowiedziała się, że ją zdradziłem. Ivy jest moją przeszłością i nie mogę do niej powracać, a Amber jest moją przyszłością, albo teraz o nią zawalczę, albo stracę ją na zawsze. Amber musi wrócić do świata żywych i tak się stanie. Ciągle w to wierzę! Kiedy byłem gotowy wyszedłem z sypialni i pokierowałem się na dół, gdzie na kanapie była moja teczka. Ivy była w salonie i oglądała bajki z Alanem. Spojrzałem na nią, ale ona nie raczyła tego zrobić. Widziałem, że jest smutna, ale naprawdę nie chciałem niszczyć tego co jest z Amber, chociaż nawet nie wiem czy ona będzie chciała do mnie wrócić.

**
Kiedy wypełniałem papiery, dotyczące wydajności nowych maszyn usłyszałem dźwięk mojego iphone'a. Sięgnąłem po niego i zobaczyłem numer lekarza.
- Niall Horan.
- Witam. Tutaj doktor Flynn prowadzący leczenie pani Amber.
- Tak wiem. Coś się stało?
- Tak. Ale nie ma się czym martwić. To bardzo dobra wiadomość. Pana żona chwilę temu otworzyła oczy.
- Co? Naprawdę?!- wstałem zszokowany i od razu zacząłem ubierać moją kurtkę by tam jechać.
- Tak. Już z nią rozmawiałem. Mniej więcej wszystkie fakty kojarzy, więc powinna pana rozpoznać. Może pan przyjechać choćby te..
- Zaraz będę- powiedziałem przerywając mu ostatnie zdanie i się rozłączyłem. Powiedziałem sekretarce, że ma przekazać Malik'owi tą informację i nie czekając na windę zbiegłem z 4 piętra po schodach. Wsiadłem do swojego auta i ruszyłem do szpitala.

**
Wbiegając zobaczyłem jej lekarza.
- Jest w sali. Ale proszę spokojnie.
- Dobrze, Dziękuję- uśmiechnąłem się szczęśliwy i wszedłem do sali, ostrożnie podchodząc do jej łóżka.
- Niall?- zmarszczyła brwi.
- Tak. Amber ja przepraszam, wiem, powinienem ci uwierzyć. Powinienem wysłuchać twojej wersji wydarzeń. Przepraszam cię tak bardzo. Byłem głupi, ale teraz wiem, że cię kocham. Nie chcę cię stracić. Proszę kiedy wyjdziesz ze szpitala wróć do mnie- patrzyła na mnie jak na idiotę. Nie wiedziała za bardzo o co chodzi.
- O czym ty mówisz?
- Nie pamiętasz? Przed wypadkiem byliśmy pokłóceni.
- Ach... Nie rozmawiajmy o tym teraz- odpowiedziała łapiąc mnie za dłoń. Uśmiechnąłem się szczęśliwy.
- Tak bardzo się cieszę, że się wybudziłaś- dałem jej krótkiego buziaka w usta. Ona również się uśmiechnęła. Usiadłem na krześle i gadałem z nią o różnych bzdurnych rzeczach. Nie wierzyłem, że się wybudziła. To był taki szok, Taki pozytywny. Tak na to czekałem i... Jest! Po 21 powiedziałem jej, że muszę się zbierać.
- Naprawdę musisz iść?
- Tak... Jeszcze Alan na mnie czeka.
- Kto?- znowu zmarszczyła brwi.
- No...- uśmiechnąłem się- nie pamiętasz? Nasz syn- pocałowałem jej dłoń.
- Doktor mówił, że mogę nie pamiętać paru szczegółów.
- Rozumiem- wstałem i się nad nią nachyliłem- Jutro wraz z nim cię odwiedzę jeśli chcesz.
- Chcę- powiedziała uśmiechnięta, a ja schyliłem się jeszcze niżej i ją pocałowałem. Oddała pocałunek. Tak bardzo za tym tęskniłem. 

**
Otworzyłem drzwi mojego domu. Poczułem zapach świeżo ugotowanego jedzenia.
- Wróciłem.- powiedziałem wchodząc do kuchni i zauważając Georgię.
- Zrobiłam właśnie kolację, a panna Ivy usypia syna- uśmiechnęła się do mnie szczerze. Zmarszczyłem czoło. Zupełnie zapomniałem, że Ivy tutaj jest. Usiadłem do stołu, a chwilę później drobna blondynka wróciła na dół i się do nas przysiadła. W krępującej ciszy zaczęliśmy jeść, ale Ivy ją przerwała.
- Gdzie byłeś?- spytała patrząc na mnie podejrzliwie.
- W szpitalu.- a potem odwróciłem się w stronę gosposi- Amber się wybudziła- powiedziałem z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Co?!- odwróciłem głowę w stronę tego przerażającego krzyku. Ivy nie była sobą- To nie możliwe!
- Ivy przestań.- pokręciłem głową. Miałem tego serdecznie dość.
- Ona... Nie...- Ivy wstała i zaczęła płakać. Pobiegła na górę i zamknęła się sama w pokoju z Alanem. Pobiegłem tam również i próbowałem otworzyć drzwi.
- Ivy otwórz drzwi- zacząłem krzyczeć. Tam jest mój syn, a ona jest jakąś wariatką!- Ivy!
- Nie!- usłyszałem jej paniczny krzyk. Nie wiedziałem co ona może zrobić, ale się bałem.
- Ivy! Błagam cię otwórz drzwi! Tam jest do cholery mój syn!
- I ja! O którą również powinieneś się bać!
- Co ty odwalasz?!
- To co powinnam zrobić dawno! Kochaj mnie Niall! Kochaj tak, jak kiedyś!
- Przestań! Nie możesz mnie zmusić do miłości! Kocham Amber i to z nią mam dziecko. Przestań się wygłupiać i otwórz te drzwi.
- Powiedz, że mnie kochasz!
- Nie mogę Ivy!
- Powiedz, albo wyrzucę twoje dziecko przez okno!
________________________
Ale drama! Amber się obudziła, wszystko w porządku, ale chyba nie z Ivy prawda? ♥
Przy okazji zapraszam na moje Nowe opowiadanie na wtt pt. "Chłopak mojego brata" z Luke'iem Hemmingsem i Jai'em Brooksem

niedziela, 8 listopada 2015

33.

- Niall?- usłyszałem cichy głos.
Odwróciłem się z wielką nadzieją, że to Amber, ale się pomyliłem. Ona ciągle miała zamknięte oczy, nie ruszała się i miarowo oddychała, więc odwróciłem się za siebie.
- Ivy? Co ty tutaj robisz?
Popatrzyłem na dziewczynę za mną.
- To skomplikowane, ale... Muszę z tobą porozmawiać- dotknęła mojego ramienia. Szybko strzepnąłem jej rękę.
- Nie chcę.- odwróciłem się z powrotem by patrzeć na Amber.
- Niall ja... Ja wiem, że cię zraniłam, ale proszę porozmawiaj ze mną.- westchnąłem głośno. Poprosiłem jej mamę, żeby popilnowała Alana i poszliśmy do szpitalnej kawiarenki.
- Mów szybko, jak widzisz nie mam czasu.
- To wszystko stało się tak szybko- dotknęła mojej dłoni, która leżała na stoliku, ale szybko uciekłem.
- Nie mam zamiaru tego słuchać. Po co w ogóle tu przyjechałaś?
- Przeprosić cię.
- Aha i myślisz, że to coś zmieni? Kochałem cię wiesz? A ty to wszystko zniszczyłaś. Może i byliśmy głupimi nastolatkami, ale ta miłość nie była głupia. Zakochałem się w tobie na zabój, byłbym gotowy zabić dla ciebie, a ty co? Przy pierwszej lepszej okazji bez pożegnania odeszłaś. Leczyłem się z miłości do ciebie 3 lata. 3 cholerne, długie lata i wiesz co? Przeszło mi. Nie czuję do ciebie nic. Jesteś mi totalnie obojętna, więc wyjdź i nie pokazuj się więcej w moim życiu.- chciałem wstać, ale złapała mnie za rękę.
- Niall, ale moi rodzice mi kazali, zmienili mi numer telefonu, wysłali mnie do cioci. Nie chcieli żebym utrzymywała z tobą kontakt. Też cię kochałam i nadal kocham.
- Gdyby tak było odezwałabyś się. Wiesz, że byłem w stanie nawet cię szukać? Ale nie miałem żadnego pomysłu, nie wiedziałem gdzie i dokąd mogłaś wyjechać.
- Niall ja przepraszam. To nie miało tak być.
- Widocznie miało!- wyrwałem jej swoją rękę.- Nie chcę z tobą nawet rozmawiać.
- Niall, proszę cię.- Ja wstałem, a ona za mną zagradzając mi drogę.
- Odsuń się- poprosiłem. Może nie tak grzecznie jak uczyła mnie mama, ale nie umiałem być dla niej miły. Ne spodziewałem się tego co zrobiła chwilę później. Po prostu stanęła na palcach i mnie pocałowała. Zdziwiła mnie tym. Chciałem ją odepchnąć i walczyłem w środku sam ze sobą. Nie potrafiłem. To jednak prawda, że stara miłość nie rdzewieje, a ja nie potrafię zapomnieć. Mimo, że od dłuższego czasu o niej nie myślałem to teraz... Kiedy mnie pocałowała czułem zupełnie coś innego niż nienawiść. Oddałem pocałunek, chociaż wiedziałem, że będę tego żałować. W końcu ona się oderwała.
- Ivy ja nie mogę. Mam żonę, dziecko i nie chcę tego stracić.
- Niall ja cię kocham. Dam ci wszystko czego będziesz potrzebować.- złapałem ją za ramiona i trochę od siebie odsunąłem.
- Nie. Ja przepraszam.- ominąłem ją i wróciłem na salę. Wziąłem głęboki wdech zanim podszedłem do łóżka i przetarłem twarz. Po co ona się pojawiła? Znowu to wszystko zacznie się od początku? Byłem pewien, że kocham Amber, że Ivy to już przeszłość, ale widocznie się myliłem. Chcę walczyć o Amber, chcę żeby ze mną została, a jednocześnie Ivy... Byłem z nią 2 lata. Nie potrafię tego od tak wyrzucić z głowy, z pamięci. Po prostu kocham ją tak, jak kochałem wtedy. Usiadłem na stołku.
- Niall ja muszę jechać, zajmij się Alanem.- skinąłem głową. Kiedy wyszła jej mama, ja postanowiłem zrobić to samo. Wziąłem nosidełko i wychodząc znowu trafiłem na śliczną blondynkę. Westchnąłem głośno.
- Wybacz, muszę wracać do domu.
- Niall, proszę przemyśl to- wsadziła mi do ręki kartkę z numerem. Zgaduję, że jej numerem.
- Ivy już nigdy nie będzie tak samo.- ominąłem ją i poszedłem na parking.

*trzy dni później*
Wystawiłem ogłoszenie o potrzebie opiekunki. Muszę kogoś wynająć, Rose znalazła chłopaka i w pełni rozumiem, że nie ma czasu dalej zajmować się moim synem. Dzisiaj miały przyjść dwie kandydatki. Kieyd usłyszałem dzwonek poprosiłem Georgie żeby otworzyła. Pewnie myślicie dlaczego nie poprosiłem jej o opiekę nad synem. Jest ona już starszą kobietą, a mały szybko urośnie i będzie potrzebował kogoś kto ma dużo energii i sił do zabawy. Siedziałem w gabinecie. Ktoś zapukał.
- Proszę- usłyszałem ciche otwieranie drzwi. W drzwiach pojawiła się kobieta po 30-tce.
- Dzień Dobry ja w sprawie opiekunki.
- Tak, tak.- podałem jej rękę- proszę usiąść. Więc... Ma pani swoje dzieci?
- Tak. Dwójkę małych urwisów.
- chodzą do przedszkola?
- Tak.
- Jest pani dyspozycyjna?
- Nie zawsze. Niestety moje dzieci nie chodzą do przedszkola całodobowego.
- Rozumiem. Przepraszam, ale potrzebuję kogoś kto będzie mógł być z dzieckiem nawet 24h.
- Rozumiem. Dziękuję i do widzenia- podała mi dłoń i wyszła. Czekałem na drugą (i ostatnią, bo tylko dwie osoby się zgłosiły) kandydatkę.
- Hej- dźwignąłem głowę i zobaczyłem Ivy.
- Cześć. Ivy wybacz czekam na rozmowę.
- Wiem, właśnie na rozmowę ze mną.- popatrzyłem na nią zdziwiony.
- Co? Mówisz poważnie?
- Tak. Dopiero niedawno przyjechałam do Londynu, jestem dyspozycyjna, uwielbiam dzieci, nie mam swoich i mogę być zawsze kiedy mnie poprosisz.- Nie powiem... Kandydatka idealna, ale obawiam się naszej współpracy.- I w ogłoszeniu widziałam, że chcesz, żeby opiekunka z tobą zamieszkała. A ja mam problem z mieszkaniem- popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem. Nie wiedziałem co o tym sądzisz.
- No dobrze. W takim razie możesz wprowadzić się już dziś i zacząć pracę. Na dwa próbne miesiące.- popatrzyłem na nią. Nie mogłem jej zdyskwalifikować tylko dlatego, że kiedyś była moją dziewczyną, a ja nie mogę o niej zapomnieć.
- Cieszę się- uśmiechnęła się i wstała podchodząc do drzwi, ale tam się odwróciła.
- Niall czy ty... Czy ty przemyślałeś to co ci mówiłam?- spojrzałem na nią, wzdychając.
- Nie miałem czasu, Ivy. Poza tym mówiłem ci, że się na to nie zdecyduję- skinęła głową i wyszła. Oparłem się i krzesło obrotowe i głośno westchnąłem. Kocham ją i kocham Amber. Nie wiem jak to zrobić... Wiem, że jeżeli się kocha dwie osoby to ma się wybrać drugą, bo gdybyś kochał tą pierwszą nigdy nie pokochał byś drugiej, ale to wcale nie tak. Ivy kochałem pierwszą, ale sądziłem, że już dawno mi przeszło. Amber jest dla mnie... A w sumie była najważniejsza do czasu ponownego pojawienia się Ivy. Kochałem ją pierwszą, a teraz kocham drugą. To takie nienormalne! Boję się, że kiedy będzie tu mieszkać będzie mi jeszcze trudniej podjąć decyzję. Ale ja potrzebuje tej opiekunki! Wstałem i poszedłem do jadalni, gdzie Georgia stawiała właśnie obiad. Ivy stała na dole i do kogoś dzwoniła, prosząc o przywóz rzeczy. Usiadłem i zacząłem jeść, kiedy Alan zaczął płakać. Już chciałem wstać, ale Ivy mnie uprzedziła.
- Ja pójdę. Zjedz spokojnie.- pobiegła na górę zaglądając do pokoju małego. Nie minęły dwie minuty, a on już przestał płakać. Chyba naprawdę idealnie nadaje się do tej pracy. Zjadłem do końca i poszedłem do swojego gabinetu. Chciałem jechać do szpitala, ale po pocałunku z Ivy czułem się winny i moje sumienie nie pozwalało mi tam jechać i po prostu prosić ją żeby wróciłam bo jej wybaczam. Tak naprawdę ona powinna mi wybaczyć, że jej nie uwierzyłem i, że... Że pocałowałem moją była dziewczynę. Pewnie myślicie czemu tak rozpamiętuję tą miłość, bo w końcu przed poznaniem Amber byłem skurwysynem bez serca, który miał codziennie inną dziewczynę i żadnej z nich nie pamiętał. Tak... Taki się stałem po trzech latach rozpamiętywania Ivy. Przyjaciele zaczęli wyciągać mnie na imprezy, a ja zacząłem podrywać każdą dziewczynę na niej. Tak to się toczyło do poznania Amber, która też miała być tylko dziewczyną na jedną noc...
________________________________
Okay! No to się porobiło w jego życiu! Czekam na wasze opinie. Kogo shippujecie? Ambiall, czy Niavy? ♥
Czekam na opinie co sądzicie o pocałunku i wgl, a jak myślicie co zrobi Niall?
Pozdrawiam i miłego wyczekiwania! ♥
Jak proszono dodałam szybciutko kolejny ^^ (w sumie to dlatego, że miałam czas i wenę)

sobota, 7 listopada 2015

32.

~Niall~
Siedziałem w salonie z moją kuzynka. Po spotkaniu które chłopcy ustalili nie chciałem gadać z nimi, więc zadzwoniłem do Rose. Gadałem z nią i zadzwonił mój telefon.
- Wybacz. Znowu ktoś dzwoni- spojrzałem na ekran. Nie znałem numeru ale odebrałem.- Halo?
- Dzień Dobry. Tutaj doktor Flynn. Mam przyjemność z panem Horanem?
- Tak. O co chodzi?
- Pana żona jest w szpitalu.
- No jak ma jakieś badania to dobrze. Rozwodzimy się więc nie do mnie z tym tematem.
- Ale ona jest w głębokiej śpiączce. Jeśli nie pojawi się Pan do jutra to dziecko pójdzie do domu dziecka. Jej mama też tutaj jest ale nie jest prawnym opiekunem więc nie ma do dziecka praw.
- Co? Niech Pan nie powtarza. Gdzie ten szpital?- dowiedziałem się wszystkiego co mi potrzebne i pojechałem a Rose razem ze mną. Gdybym z nią tylko pogadał... Nic by się nie stało... Ale ze mnie idiota! Dojechaliśmy na miejsce. Od razu zobaczyłem jej mamę jak się bawi z Alanem. Podbiegłem do rejestracji.
- Moja żona trafiła tu do szpitala.
- Jak się nazywa?
- Amber Horan.
- Jest na sali ale nie może Pan jak na razie wejść. Doktor zaraz wyjdzie, a tymczasem proszę poczekać.- uśmiechnęła się a ja usiadłem obok jej mamy.
- Niall na miłość boską gdzieś ty był! To ona walczy o życie a ty się z kimś prowadzisz!
- Proszę tutaj nie krzyczeć. To moja kuzynka- zabrałem Alana na ręce.- nie moja wina... co się tak właściwie stało?
- Jeszcze mi nie powiedzieli- powiedziała głaskając swojego wnuka. Spojrzałem na małego. Niemożliwe że nie jest moim synem... przecież jest taki podobny. Przytuliłem go bardziej i czekałem. Kiedy doktor wyszedł chciałem wstać, ale Alan zasnął więc nie mogłem.
- Proszę siedzieć. Powiem tak. Pana żona a Pani córka została potrącona przez samochód. Trafił się taki kierowca ze od razu zadzwonił po pogotowie i składa już zeznania. Była zamyślona i wchodząc na jezdnię nie rozglądała się.
- I co z nią teraz?
- Jej stan jest bardzo zły. Ma połamane żebra, lewa nogę i rękę. A w dodatku jest w śpiączce więc nawet nie wiadomo czy z tego wyjdzie.- spojrzałem na jej mamę, a potem znowu na doktora. Co? Może z tego nie wyjść? Lekarz musiał iść, a ja siedząc na stołku przetarłem twarz dłońmi. Nie wiedziałem co robić. Przecież to matka mojego dziecka!

*Dwa tygodnie później, Niall POV*
Amber nadal jest w śpiączce, żaden z lekarzy, który ją badał nie może na 100% powiedzieć nam, że kiedykolwiek się wybudzi. Dziś jest kolejna rozprawa o rozwód, ale już nie patrzę na to z taką zawziętością. Kocham ją i chcę żeby się wybudziła, nie chcę już tego rozwodu, chcę wszystko naprawić, ale zrozumiałem to dopiero teraz, kiedy jest podejrzenie, że mogę stracić ją na zawsze. Czemu? Ubrałem się elegancko do sądu, na szczęście Rose pomaga mi przy Alanie, często zabiera swojego syna i mojego na spacery tak, żebym ja mógł odpocząć. Pojechaliśmy razem do sądu. Bałem się tego co tam będzie, a najgorsze, że nie zobaczę tam jej, żebym mógł jej powiedzieć co czuję, że chcę zacząć od początku. 
Kiedy dojechaliśmy na rozprawę sędzia od razu zaczął. 
- Dostałem powiadomienie że Pani Amber jest w szpitalu i nie może tutaj być dlatego sprawa do tego czasu zostanie wstrzymana. 
Wstał i wyszedł. I to tyle? To po co tu jechaliśmy? Wyszedłem z sądu. Zadzwoniłem do Rose. 
- Tak... Tak już się skończyła. Gdzie jesteście? Przyjadę do Was. Okay czekajcie tam. 
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do parku gdzie Rose zabrała dzieciaki. 
- Co tak szybko?
Spytała kiedy już jechaliśmy do domu.
- Sędzia dowiedział się że Amber jest w szpitalu, w śpiączce i powiedział ze do tego czasu wstrzymuje rozprawę. 
- Nie mogli ci wysłać jakiegoś listu?
- Widocznie nie. Zawiozę Was i pojadę do szpitala ok?
- Jasne, a my w tym czasie zrobimy ci obiad.
Uśmiechnęła się. W duchu dziękowałem że mam taką rodzinę.
Kiedy dojechaliśmy ja się szybko przebrałem i żegnając małego wyszedłem. W szpitalu była także jej mama.
- Dzień dobry.
- Witaj Niall..
- I jak?
- Dalej nic... Nikt nie daje jej szans.
Przewróciłem oczami. Wiedziałem, ze ona musi dać radę! Nie może być inaczej.
- Proszę być dobrej myśli, Amber jest silna, da radę.
- Mamo!- usłyszałem jak siostra Amber woła ich mamę, a potem od nas podbiega- Cześć Niall. Mamo i co z nią?
Nie chciałem tego słuchać, poszedłem po wodę. Kiedy siedziałem podeszła do mnie pielęgniarka.
- Pan Niall Horan?
- Tak.
- Doktor prosi pana do gabinetu- wstałem i poszedłem do gabinetu. Dobrze wiedziałem gdzie on jest.
- Dzień dobry. Proszę usiąść- powiedział podając mi dłoń.
- O co chodzi?
- Mam dla pana dwie wiadomości, jedna jest zła, a druga dobra.
- Proszę mówić. Gorzej i tak już być nie może.
- Zła jest taka, że nawet najlepsi specjaliści nie dają pana żonie dużych szans na wybudzenie się, a dobra to taka, że Pani Amber wczoraj późnej nocy poruszyła palcami prawej ręki.
- To znaczy, że szansa jest?
- Tak, ale niech pan sobie nie robi dużych nadziei.- kiwnąłem głową na zrozumienie i poszedłem na salę, gdzie Amber leżała.
- Proszę cię obudź się, wiem, wszystko schrzaniłem, rozwaliłem naszą rodzinę, słuchałem dziennikarzy zamiast swojej własnej żony, strasznie cię za to przepraszam. Głupio, że musiało dojść do czegoś takiego żebym zrozumiał, że cię kocham i nie chcę cię stracić- złapałem jej zdrową rękę- Nie chcę żebyś odchodziła, chcę żebyśmy razem wychowywali nasze dziecko, proszę nie odchodź ode mnie.- pocałowałem ją w wierch dłoni. Siedziałem z nią jeszcze dwie godziny i mówiłem do niej. Miałem nadzieję, że mnie słyszy, chociaż dobrze wiedziałem, że tak nie jest. Potem już lekarz wygonił mnie do domu.
- Wróciłem!
- i jak?- z kuchni wyłoniła się Rose.
- Bez zmian- rzuciłem kurtką na kanapę, a potem sam na niej usiadłem. Przyniosła mi Alana.
- Obiad zaraz będzie, a tymczasem pobaw się z nimi.- uśmiechnęła się, a zza jej nóg wyszedł jej syn. On miał już 3 latka, więc umiał chodzić i dużo mówił, ale jeszcze nie wszystko.
- Chodź tutaj Ivan- poklepałem miejsce obok siebie, zaczął wspinać się po kanapie, a ja się zaśmiałem. Chcę, żeby Amber widziała jak nasz syn tak robi i dorasta... Bawiłem się z nimi przez 20 minut, a potem Rose nas zawołała. Zabrałem ich, Alana wsadziłem do chodzika, a Ivan usiadł z nami.

*trzy tygodnie później*
Jak codziennie chciałem dzisiaj jechać do szpitala, ale Rose nie miała czasu, więc musiałem zabrać Alana ze sobą. Z samego rana zrobiłem nam śniadanie, ale nie dane było mi skończyć, bo mały zaczął płakać. Przebrałem go i wziąłem na dół, oboje zjedliśmy, ja swoje i on swoje, a potem zabrałem się za swój wygląd. Kiedy już wychodziliśmy zadzwonił mój telefon i wszystko znowu musiałem odkładać.
- Halo?
- Niall?
- Zayn co ty chcesz ode mnie?
- Musisz przyjechać do firmy.
- Przecież mam wolne.
- Wiem, ale to ważne.
- Będę za 15 minut.
Rozłączyłem się i poszedłem do auta. Nie mogłem Alana zostawić samego, więc to oczywiste, że wziąłem go ze sobą. Kiedy dojechałem zostawiłem go w swoim gabinecie, bo na szczęście spał.
- Co jest?
- Mamy sadek procentowy na twoim dziale.
- Mnie przecież nie było! Matt miał tego dopilnować.
- I widocznie tego nie zrobił. Masz z nim pogadać, bo firma na tym traci.
- Jasne.- poszedłem na swój dział.- Matt!- zawołałem go, a on w 3 sekundy był obok.
- Co sie stało szefie?
- Słyszałem, że pieniądze tracimy na naszym dziale. Co się dzieje?
- Nic takiego
- mów.
- Nie chciałem szefa martwić.
Dowiedziałem się wszystkiego i chciało mi się śmiać, ktoś ukradł, znaczy... niby ukradł pieniądze, a okazało się, że Zayn je wziął i nie dopisał. Szef sam się okradł... Wszystko wyjaśniliśmy, a ja potem pojechałem do szpitala. Lekarz pozwolił nam wejść, ale nie mogłem z nią porozmawiać, bo Alan zaczął płakać.
- Niall?- usłyszałem cichy głos.
___________________________________________
Sądzę, że tyle wam wystarczy haha. Wybaczcie, ale uwielbiam trzymać w napięciu. Jak myślicie, czy to Amber się wybudziła? ♥ Jak myślicie co będzie dalej? 

Obserwatorzy

Lydia Land of Grafic